Wehikuł czasu

W tym miejscu będziemy na bieżąco umieszczać wypisy ze szkolnych kronik.  Proponujemy Państwu podróż sentymentalną. 

Zatem przeżyjmy to jeszcze raz, bowiem "wspomnienia to jedyny wehikuł czasu, jakim dysponujemy".

Publikowany materiał został opracowany przez redakcję szkolenj gazetki "Konarus de Bestus".

Temat : STUDNIÓWKA

Cytujemy z kronik szkolnych z lat: 1973,1983,1986.

PORZĄDEK DZIENNY STUDNIÓWKI:

1. MAKIJAŻ, PEDICURE, MANICURE IMĆ DOBRODZIEJÓW (I NIE TYLKO)

2. „SPÓŹNIENIA ROBIĄ WRAŻENIA”

3. „… POLONEZA CZAS ZACZĄĆ”

4. NOWE WRAŻENIA RODZĄ… PRZEMÓWIENIA

5. „CAŁA SALA TAŃCZY Z NAMI W RYTMIE TANGA I BLUESA PIĄTKAMI”

6. „MŁODOŚCI PODAJ MI KRZESŁO, NIECHAJ WZLECĘ NAD TYM ŚWIATEM”

7. „BIERZCIE CHCECIE CZY NIE CHCECIE RZĄDŹCIE W SZKOLE JAK UMIECIE”/oddanie insygniów władzy klasom III/

8. TERAZ PRZETO NAPISZEMY, CZEGO CHCEMY, CZY NIE CHCEMY, A GDY TUTAJ POWRÓCIMY, TE KOPERTY OTWORZYMY, BO GDY 10 LAT PRZEMINIE, BĘDZIEM U WAS ZNÓW W GOŚCINIE

 

Gwar, śmiech, radosne okrzyki – nagle wszystko milknie. Rozbrzmiewają dźwięki poloneza. Rozpoczął się bal! Barwny korowód dostojnym krokiem podąża w kierunku sali gimnastycznej. Przekroczenie jej progu – to  doniosłe wydarzenie w historii naszej szkoły. Po raz pierwszy uczniowie wyruszają w tany na parkiecie nowej sali. W bajecznej scenerii rajskiego ogrodu, w blasku rybich łusek, w tęczowych barwach papuzich piór, w srebrzystym blasku oszronionych świerków, maturzyści przeżywają swój pierwszy, prawdziwy bal. Każda z klas czwartych w różny sposób prezentowała swój program artystyczny, obrazujący czteroletni pobyt i edukację w murach naszej szkoły. Dziękowali swym profesorom za to, że pomogli im stać się ludźmi dojrzałymi, pragnącymi budować swą przyszłość na twardym fundamencie nauki. Każdy z programów utrzymany był w swoistym, innym od pozostałych stylu, a jednak wszystkie stanowiły jedną całość – ukazywały przecież przeszłość wspólnego, szkolnego życia.

 

Sobota – 12 lutego 1983 r. Nadeszła długo oczekiwana przez wszystkich czwartoklasistów chwila. Jeszcze tylko 100 dni do wielkiej życiowej próby – egzaminu dojrzałości. Punktualnie o godzinie 20.00 w barwnym korowodzie poloneza wchodzą na salę gimnastyczną kolejne pary. Wszyscy dziś wyglądają inaczej niż zwykle, a uśmiechniętym twarzom towarzyszy uroczysty nastrój, bo jakże inna atmosfera jest dzisiaj w szkole. Pomysłowo i ciekawie przystrojona sala balowa – zieleń choinek, połyskliwość gwiazdek – potęguje podniosłość chwili. W tej ciekawej scenerii barw i świateł głos zabiera dyrektor szkoły mgr Kazimierz Graboń i życzy wszystkim czwartoklasistom udanego balu, który byłby dobrym prognostykiem równie owocnego okresu przygotowawczego do matury, po czym wznosi uroczysty toast za wszystkich maturzystów. Tym przyjaznym akcentem rozpoczyna się studniówkowy bal trwający do białego rana.

 

Całonocny maraton taneczny przerywa około 23.00 niespodzianka. To uczniowie klasy IV a przygotowali krótki, ale jakże ciekawy i zabawny program artystyczny. Kilka rekwizytów, muzyka, nastrój i oto na scenie pojawiają się znani nam doskonale bohaterowie, niedawno oglądanych seriali: „Szpital na peryferiach”, „Jan Serce”. Młodsi aktorzy w swych rolach czują się świetnie. Z ich twarzy emanuje humor, szafują zgrabnym dowcipem. Na sali raz po raz wybuchają salwy śmiechu. Ten optymistyczny i radosny nastrój zabieramy ze sobą do dalszej zabawy. Znowu porywają nas walce, tanga, rock and rolle. Parkiet zapełnia się tańczącymi parami. Wtem niczym dobry zwiastun w wir tanecznych pląsów wpada wodzirej. To pani prof. Ledwoń zaprasza wszystkich do wspólnej zabawy. Orkiestra uderza w rytm popularnych „Kaczuszek” i dopiero teraz porywa nas studniówkowe szaleństwo. Dopiero teraz czujemy, jak jesteśmy blisko, jak pod wpływem tej dynamicznej melodii pękają wszelkie bariery. Ekspresyjne „Kaczuszki” są momentem zwrotnym balu. Od tej chwili wszystkie pary tworzą już  całość.

 

Zaproszenie do tańca, czyli studniówkowe szaleństwo.

Tegoroczna studniówka przebiegła w innych warunkach niż zwykle. Została zorganizowana w Zakładowym Domu Kultury , a nie w szkole, jak nakazuje niepisana tradycja. Zaproszeni honorowi goście, czyli Grono Pedagogiczne, przedstawiciele Miejskiej Rady Narodowej oraz członkowie Komitetu Rodzicielskiego, otrzymywali przy wejściu kwiaty. Wszyscy w oczekiwaniu na rozpoczęcie balu, gromadzili się w holu, w którym panował nastrojowy mrok, albowiem światła były zgaszone i jedynie oświetlenie stanowiły zapalone świeczki, znajdujące się na schodach. Wyczuwało się pewne napięcie wśród zgromadzonych. Rozmowy były prowadzone szeptem, rzadko rozbrzmiewał głośny śmiech. Najbardziej zdenerwowani byli przyszli maturzyści. Czyżby wizja 100-u dni była tego przyczyną? Oni też przeżywali chwile prawdziwego wzruszenia wywołane skierowanymi pod ich      adresem słowami przemówienia pana dyr. Kazimierza Grabonia. Mistrz ceremonii, pan Sławomir Kurzak, zaprosił wszystkich do zabawy i walc wiedeński zakończył część oficjalną, rozpoczynając jednocześnie bal, który trwał do 6.30 . Nastrój beztroski został zapoczątkowany przez dyrektora Grabonia, który niesiony przez uczniów w lektyce rozrzucał monety pięciozłotowe. Ci szczęśliwcy, którzy je złapali, mają zapewnione piątki na maturalnym świadectwie. Tańce były przeplatane zabawami i konkurencjami taneczno-sportowymi, ale główną atrakcją wieczoru stały się wybory Miss Studniówki ’86, którą została Mirosława Kowalczyk z IV b. Zabawa była wspaniała i pozostanie miłym wspomnieniem nie tylko w pamięci tegorocznych maturzystów, ale wszystkich zaproszonych gości. „Jakoby też rok bez wiosny mieć chcieli

Którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli.”

Jan Kochanowski

 >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> 

Temat: wycieczki szkolne

Cytujemy z kronik szkolnych z lat: 1973,1975,1983,1986

 

 OBÓZ WĘDROWNY

Nadeszła wreszcie oczekiwana chwila, dzień 7 sierpnia 1984 roku, dzień wyjazdu na obóz wędrowny szlakiem Mikołaja Kopernika. Podróż zaczęliśmy od Bielska, a zakończyliśmy w Braniewie, w pierwszym etapie naszego obozu. Już w czasie podróży było bardzo wesoło. W Braniewie byliśmy o godzinie 11. Każdy był bardzo zmęczony i spragniony odpoczynku. Braniewo jest małym miasteczkiem, o bardzo pięknej architekturze. Potem pojechaliśmy do miasta, w którym wiele czasu spędził Mikołaj Kopernik,czyli do Fromborka. We Fromborku zwiedziliśmy Planetarium i piękny kościół. Następną fazą naszej wędrówki było Tolkmicko. Obok Tolkmicka znajduje się piękna stadnina koni. Następne cztery dni spędziliśmy w wojewódzkim mieście Elblągu. Dni te mijały bardzo szybko w wesołym i miłym nastroju. Wiele zabaw, śmiechu i każdy był zadowolony z dotychczasowego pobytu. Ostatnia noc była bardzo ciężka, spanie na ziemi. Z Elbląga szlak powiódł nas do Sztutowa. Sztutowo bardzo bliskie było naszym sercom, pamiątka straszliwego obrazu wojny, męczeńskiej śmierci wielu ludzi. Zwiedziliśmy obóz zagłady Sztutowo. Do Stegienki przyjechaliśmy małą kolejką. Szczegółem, który utknął nam w pamięci, to piętrowe łóżka, które sprawiły nam radość. Nieubłaganie zbliżał się koniec naszej przygody. Ostatnim miastem, które odwiedziliśmy, był Gdańsk. Podczas obozu odwiedziliśmy dwukrotnie Krynicę Morską. Do Oświęcimia przyjechaliśmy o godzinie 17. (1983r.)

 

 WYCIECZKA – Poznań

W dniach od 12-15 czerwca klasa IIIa zwiedziła piękny i zabytkowy Poznań. Pierwszym obiektem była jednak katedra w Gnieźnie. 13 czerwca rozpoczął się od zwiedzania Muzeum Malarstwa Polskiego, a następnie katedry w Poznaniu. Nie zapomnieliśmy oczywiście o  Targach Poznańskich, oglądaliśmy tam pawilony różnych Polaków. Na wycieczce nie obeszło się oczywiście bez żartów i dowcipów. (1986r.)

 

Rajd Chemików

Dnia 26 stycznia 1975r. odbył się rajd zorganizowany z okazji rocznicy wyzwolenia Oświęcimia. Kierownikiem rajdu była p. prof. Helena Burnat. Dzień był słotny i pochmurny, stwarzał charakterystyczny nastrój podczas zwiedzania miejsc pamięci miliona zamordowanych. Przewodnikiem po Muzeum była p. Kolasa. Bardzo szczegółowo naświetliła nam życie ludzi w obozie, ich codzienny trud i cierpienie.(1975)

 

PIENINY GORCE

Wiosnę koło SKKT przywitało wycieczką. Ze względu na to, że większość osób interesują góry, wybraliśmy Pieniny – trasę na Gorce. Naszej wycieczce przewodniczyła opiekunka koła, pani profesor Helena Burnat. Grupa składała się z 20-stu osób. W krótkim czasie dotarliśmy do Krościenka, gdzie zwiedziliśmy Muzeum Pienińskie – wypełnione zbiorami przyrodniczymi i etnograficznymi. Później udaliśmy się na syty obiad do wspaniałego schroniska. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę. W Gorcach podziwialiśmy piękne krajobrazy i zwiedziliśmy mnóstwo chat góralskich. Zdobyliśmy też najwyższy szczyt -Turbacz liczący 1310m wysokości. W schronisku spędziliśmy miło wolny czas. Z humorem i pełnymi wrażeń duszami wróciliśmy do Oświęcimia. (1973-1974)

 

RAJD WYSOKOGÓRSKI

Jednym z najatrakcyjniejszym terenów turystycznych jest obszar wyżyn południowej Polski. Wprawdzie nasze koło SKKT odbyło już jedną wycieczkę wysokogórską, ale nie przeszkodziło to nam na odbycie jeszcze jednej. Trasa wiodła do Makowa Podhalańskiego. I od razu niespodzianka. Rajd zorganizowany przez PTTK miał na celu rywalizację pomiędzy drużynami młodzieżowymi w zdobywaniu górskich kilometrów. OJ! Było tych kilometrów sporo, bo aż 30. Bohatersko pokonywaliśmy każde wzniesienie, by po sześciogodzinnej wędrówce znaleźć się na mecie. Organizatorzy zapewnili nam nie tylko moc wrażeń, ale także drugi etap rywalizacji – tym razem psychologicznej. Odbyło się szereg konkursów i zagadek. Okazało się, że siła w naszych nogach dorównuje naszej wiedzy. Wprawdzie i na tym polu nie osiągnęliśmy większych wyników, ale to nie zdołało przyćmić naszego zachwytu nad tak wspaniałą eskapadą.  (1973-1974)

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> 

 Temat: Dzień Kobiet

 

 Zgodnie z tradycją DZIEŃ KOBIET w naszej szkole był obchodzony bardzo uroczyście. Zebraliśmy się na sali gimnastycznej, by wspólnie uczcić to święto. Uroczystą akademię rozpoczął z-ca przewodniczącej szkoły, Kazimierz Homa, który w imieniu licealistów złożył kwiaty i najserdeczniejsze życzenia wszystkim profesorkom na ręce pani dyrektor mgr Marii Karkoszki. Życzenia złożył również pan dyrektor Kazimierz Graboń. Po oficjalnej ceremonii nastąpił punkt kulminacyjny – występ klasy IIIf z kabaretem pt. „Jak zdobywano Dziki Wschód”, czyli parodią serialu telewizyjnego.Zabawa była wspaniała. Doskonale przygotowany program pełen humoru rozweselił wszystkich.

 

Ach, co to był za dzień… Stało się już tradycją naszego liceum, że w Dniu Święta Kobiet męska część szkoły składa życzenia i kwiaty tej, ponoć lepszej, części naszej społeczności. Podobnie było i w tym roku. Dnia 6 marca miała miejsce uroczysta akademia, podczas której Pan Dyrektor, a następnie przedstawiciele Samorządu Uczniowskiego złożyli serdeczne życzenia wszystkim Paniom nauczającym i uczącym się w naszej szkole. Tym serdecznościom towarzyszyły kwiaty, a szczególnym prezentem okazał się występ klasy Ie. To właśnie ten występ utwierdził wszystkie panie w przekonaniu, że cześć i szacunek mężczyzn towarzyszyły im od czasów prehistorycznej Ewy. Zarówno nasz praojciec Adam, jak i sentymentalny Filon, sławny z męstwa Jan III Sobieski, czy dzisiejsza młodzież męska nie potrafili nie odnosić się z podziwem do swoich towarzyszek życia. No cóż, dobrze byłoby, aby ten podziw nie ujawniał się wyłącznie w programach szkolnych organizowanych z okazji Dnia Kobiet.

Brunetki, blondynki, czyli Dzień Kobiet! Wszyscy wiedzą o tym, że 8 marca przypada Dzień Kobiet. W tym to dniu panowie, ze względu na wiek i przekonania, składają przedstawicielkom płci pięknej piękne życzenia, obdarowują kwiatami i – jak co roku – przyrzekają poprawę. O tym, jak to wygląda naprawdę, mogliśmy się przekonać 7 marca- w piątek. Gdy wszyscy zebrali się na sali gimnastycznej, pan dyrektor w imieniu profesorów i swoim własnym złożył najserdeczniejsze życzenia paniom uczącym i pracującym na terenie naszej szkoły oraz wszystkim uczennicom. Po tych życzeniach rozpoczęła się część artystyczna niecierpliwie wyczekiwana. Klasa IIa przygotowała z okazji Dnia Kobiet trzyczęściowy kabarecik. W programie wzięły udział trzy – chyba najsłynniejsze – kobiety świata: Czerwony Kapturek, Śpiąca Królewna i Kopciuszek.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> 

Temat: humor/powiedzonka

Cytujemy z kroniki klasy XIa (1958-1962)

Maciek S. gdy usłyszał coś o unii lubelskiej zapytał: "W której lidze ona gra?"

 

Na lekcji j. polskiego p. profesor zadaje pytanie: "Co szerzyło się wśród chłopów?" Uczeń miał odpowiedzieć: "lichwa". Jednak źle zrozumiał podpowiedź i wypalił: "Kichwa".

 

Żdana tłumaczy urywek z Eneidy: "Uderzył włócznią w konia, aż zadrżał"

- Kto? - pyta p. profesorka

- Włócznia! - odpaliła Żdana.

 

Fachowiec od j. polskiego - Waldek K.- kiedyś stanowczo stwierdził: "W tym okresie Adam Mickiewicz przebywał w Związku Radzieckim".

 

Na lekcji historii uczennice w ostatniej ławce kręcą się. Nad ich głowami zwisa asparagus. P. profesor upomina. Jedna z nich odpowiada: "Ten kwiatek swędzi Ewę w głowę".

 

Kryśka K. odpowiada na j. polskim. W jednej chwili palnęła: "Soplica był bohaterem walki narodowo-wyzwoleńczej, prawdziwym patriotą Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej".

 >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> 

 Temat: Dzień Nauczyciela, Dzień Chłopca

 Cytujemy z kroniki szkolnej 1985/1986

 

DZIEŃ EDUKACJI NARODOWEJ

Wam podnoszącym w górę dłonie

W geście odchylania zasłon ciężkich od zagadek

Waszym sercom wielkim i gorącym, udręczonym czasem naszą trudną i niemądra miłością

Pokłon…

 

Już po raz 70-ty obchodzimy w naszej szkole w dniu 14.10. święto naszych kochanych profesorów. W dniu tak uroczystym przybyliśmy wszyscy do naszej Alma – Mater odziani w odświętne stroje. Z niecierpliwością czekaliśmy na niecodzienny apel. O godzinie 12.00 zebraliśmy się wszyscy w sali gimnastycznej i czekaliśmy na przybycie grona profesorskiego na akademię. Jako pierwszy zabrał głos dyrektor naszej szkoły. Dziękował profesorom za ich pracę i trud. Życzył im wiele sukcesów, wytrwałości i uśmiechu. Dyrektor Graboń wyróżnił kilku nauczycieli, którym wręczył dyplomy uznania, czyli Nagrody Dyrektora Szkoły : prof. A. Chobel, A. Czarnik, U. Cetnar, E. Matysik, St. Maciborek, A. Pędziwiatr. Następnie obejrzeliśmy program artystyczny, który przygotowała kl. IV a. Na program składał się referat o Komisji Edukacji Narodowej i recytacja wierszy o nauczycielach i ich pracy w podzięce za wysiłek wychowawczy i wiedzę przekazywaną młodzieży. Program ten był pięknym montażem poetycko-muzycznym utrzymanym w tonie poważnym, podniosłym, pełnym szacunku wobec profesorów. Następnie 11 Wodna Drużyna Harcerska ogłosiła wyniki przeprowadzonego wcześniej plebiscytu na ulubieńca młodzieży spośród grona profesorskiego. Został nim nieobecny w szkole prof. Janusz Toczek(obecnie odbywający służbę wojskową), który otrzymał symboliczną Złotą Kredę i dyplom. Inni ulubieńcy to prof. Antoni Żyłka i pani woźna Maria Fyderek. Na zakończenie akademii samorząd szkoły i przedstawiciele harcerstwa złożyli życzenia gronu profesorskiemu, a uczniowie całej szkoły wręczyli swoim nauczycielom symboliczne kwiaty.

 

DZIEŃ CHŁOPCA

Jak corocznie, 30 września obchodzi się Dzień Chłopca, tak i w tym roku dziewczyny nie zapomniały o swych dokuczliwych kolegach. Każdy z chłopców dostał miłą maskotkę. Życzyłyśmy naszym kolegom wszystkiego najlepszego , powodzenia w szkole i w życiu, wiele szczęścia i radości na każdy dzień i aby nigdy dla nich nie zgasło słońce i uśmiech na wąsach.

 

Temat: Kulig -1960r.

"24. I 60 roku "załatwiło się kulig". Właściwie to tak załatwiło się, byle jak, ale kulig się odbył no i basta. Miał już się odbyć w ubiegłym roku, a nawet dwa lata temu, ale odbył się dzisiaj. Właściwie to nic nie straciliśmy prócz dwóch lekcji i kilku ładnych metrów : sznurków, linek, sznureczków, lineczek, skrawków. Kulig odbył się po czwartej lekcji, koni dostarczył nam tatuś jednej z koleżanek z Przeciszowa. Dwa mocne konie, sanie, masa saneczek(sznureczek, którego nigdy by chyba nie było za dużo). Sanki powiązaliśmy, towarzystwo usiadło, konie ruszyły, a my? My zostaliśmy, bo zerwała się linka. Uszkodzenie naprawiliśmy, konie znowu ruszyły, a my? Zostaliśmy. Sznur znowu nie wytrzymał i puścił (jak się to mówi). Zaczęło się generalne sprawdzanie wiązań. Wszystko jak najlepiej. Ruszamy i jedziemy, aż dwadzieścia metrów. Bo sznurek znowu się zrywa. Naprawiliśmy uszkodzenie i 'przebieramy' nogami aż za miasto. Tam usiedliśmy i nowy defekt. Skombinowało się jakiś sznur i pojechaliśmy dalej. Teraz już 300m. Jednak następne zerwanie powtórzyło się. Jechało się bardzo dobrze. Pojechaliśmy w kierunku na Osiek. Jednak nieprzetarta droga stała się główną przyczyną, że zawróciliśmy. Spróbowaliśmy szczęścia na trasie do Polanki. Udało się. Jazda jak po "maśle". Chwilami tylko zaspy powodują, że śnieżne "pigułki" nie mają znaczenia. Albo toczenie się (oczywiście po niespodziewanej wywrotce). Niezwykła przyjemność. Zwłaszcza kiedy po nogach przejedzie ci ostatnich pięć par sanek, niszcząc spodnie, buty, bo o śnieg to nikomu nie chodzi. Dużą popularność zyskało sobie tzw. „robienie” wywijanie własnymi sankami, skutkiem czego końcówka odbijała się od drzew po jednej i drugiej stronie drogi. „Robienie” przerwaliśmy, gdy zbliżał się mostek, płot, bo szkoda nam było niszczyć tych przedmiotów. Siła uderzenia była dość duża. Bardzo przyjemne spotkanie ze słupem telegraficznym miał „wiozący się „ na końcu Wiesiek. Po zderzeniu głębokość załamania na słupie wynosiła tylko 3 mm, za to kolano spuchło o 5 cm, niesprawiedliwe zderzenie, obydwaj powinni wyjść z opresji z tymi samymi korzyściami. Potem zawróciliśmy i o godz. 17.00 dotarliśmy do szkoły."